Sytuacja na rynku jabłek w Polsce i Europie

0
Adam Paradowski

W tym roku podczas 28. Sandomierskiego Spotkania Sadowniczego miałem okazję wygłosić wykład na temat „Czy można liczyć na dobre ceny jabłek – sytuacja na rynku jabłek w Polsce i Europie”. Myślę, że niektóre informacje i przytoczone dane mogą być przydatne dla sadowników, dlatego poniżej postaram się w kilku słowach przedstawić najważniejsze kwestie z mojej prezentacji.

W tym roku a w poprzednich latach

Ten sezon drastycznie różni się od poprzedniego. W minionym głównym pytaniem było, kiedy sprzedawać jabłka, aby cena była jak najwyższa. Owoców tych brakowało w całej Europie, a przetwórcy oferowali rekordowo wysokie stawki za jabłka przemysłowe. Inne były też nastroje sadowników, szczególnie w gospodarstwach, w których komory w styczniu ub.r. były pełne jabłek. Nastroje zmieniły się jednak diametralnie jesienią 2018 r., gdy faktem stały się rekordowe w historii rodzimego sadownictwa plony. W całej Europie zbiory jabłek były bardzo dobre, choć w niektórych rejonach widać było skutki długotrwałej suszy, np. w postaci słabiej niż zwykle wyrośniętych owoców. Te nastroje były już widoczne podczas sierpniowej konferencji Prognosfruit 2018, której gospodarzem była Polska.

Z szacunków przygotowanych przez WAPA wynikało, że zbiory jabłek w Europie osiągną prawie
13 mln ton, jednak cześć uczestników warszawskiego spotkania chłodziła nastroje, pokazując, że takie zbiory były już notowane w Europie kilka lat wcześniej. Niestety, było to w okresie, gdy możliwy był eksport do Rosji, a produkcja tych owoców w Serbii, Mołdawii czy na Ukrainie była mniejsza.
Również w USA zbiory jabłek były bardzo wysokie. Jedynym liczącym się krajem, gdzie ich zbiory były mniejsze, były Chiny. Ze względu na kwietniowe przymrozki, a także późniejsze opady gradu zbiory jabłek w Chinach były mniejsze (spadły z 41 mln ton w 2017 r. do 31 mln ton w 2018 r.). Nie było to zbytnią pociechą dla naszych sadowników, bo całkowity chiński import jabłek to około 70 000 ton (słownie: siedemdziesiąt tysięcy ton), a nasz dotychczasowy eksport na ten rynek to nieco ponad 1100 ton (2017 r.).

Prawo podaży i popytu

Już rok wcześniej gorącym tematem dla polskich sadowników stała się kwestia pracowników sezonowych – ich dostępności i rosnących kosztów pracy. Podobnie było w tym sezonie: koszty pracy wzrosły, a sytuacja skomplikowała się jeszcze ze względu na sposób wprowadzania zmian w zatrudnianiu „pomocników przy zbiorach”. Mimo że obywatele Ukrainy mogą już wjeżdżać do Polski, posługując się tylko paszportem, o tyle sposób ich rejestracji w urzędach i dalszego rozliczania wywołał duże zamieszanie i niepotrzebne obciążenie po stronie zatrudniających ich sadowników.

Przywołując obraz polskiego sadownictwa, powinniśmy pokazywać intensywne sady i wysokiej jakości owoce dostępne prawie przez cały rok, nowoczesne maszyny i rozbudowaną bazę przechowalniczą czy nowoczesne systemy sortowania, pakowania i dystrybucji owoców. Tymczasem jesień zdominował temat jabłka przemysłowego. Można było odnieść wrażenie, że produkujemy głównie jabłka z przeznaczeniem na koncentrat, a nie na świeży rynek. Tak stało się za sprawą cen, które oferowały zakłady w szczycie skupu (lokalnie spadły one do 8 gr/kg).

Atmosferę podgrzewały jeszcze oskarżenia o zmowę cenową oraz nieudane próby wstrzymania dostaw przez sadowników, aby zmusić przetwórców do podniesienia cen. Sytuacja ta ukazała jednak brak solidarności wśród sadowników, bo mimo gorących dyskusji do punktów skupu i zakładów ustawiały się kolejki (mimo że cena nie przekraczała 10 gr/kg). Część sadowników, choć bardzo niewielka, postanowiła wcale nie zbierać jabłek przemysłowych.

Pozostaje pytanie, kto i dlaczego decyduje się na oddawanie swoich owoców prawie za darmo – jak pokazały kolejne miesiące, zakłady były w stanie zapłacić za skupowane jabłka nawet trzy razy więcej. Z drugiej strony postawa branży przetwórczej nie może dziwić – rok wcześniej przy braku owoców musiały płacić za jabłka do tłoczenia około 1 zł/kg, a teraz sami sadownicy pozwolili im zmniejszyć cenę do kilku groszy za kilogram. To normalne, choć bolesne mechanizmy gospodarki wolnorynkowej – prawo podaży i popytu.

W odpowiedzi na dramatyczne apele sadowników ruszył program firmy Eskimos, która gwarantowała skup jabłek za minimum 25 gr/kg. Cały program, mimo że przedstawiany jako rządowa odpowiedź na trudną sytuację sadowników, realizowany jest przez prywatną firmę (rząd musiałby na takie działania uzyskać zgodę z Brukseli). W styczniu ceny owoców przemysłowych ustabilizowały się na poziomie 25 gr/kg, ale problem cen pozostał nierozwiązany, bo przy normalnych zbiorach jedynie przetwórnie są w stanie zagospodarować ponad 50% wyprodukowanych w Polsce jabłek. Możliwymi rozwiązaniami są umowy kontraktacyjne, a także ceny referencyjne – choć nie do końca wiadomo, kiedy i w jakiej formie zostaną przyjęte. Szczególnie umowy kontraktacyjne budzą wiele kontrowersji, choć Minister Rolnictwa zapewnia, że będą wprowadzone w życie jeszcze przed rozpoczęciem sezonu.

Stan zapasów

Podczas swojej prezentacji przytoczyłem m.in. dane z Włoch dotyczące aktualnego stanu zapasów jabłek. Najbardziej dziwi, jak są one precyzyjne – bardzo dokładnie pokazują, ile i której odmiany jest aktualnie przechowywane – nawet jeśli jest to tylko 627 ton ‘Idareda’ czy 9 ton ‘Glostera’ wobec 503 265 ton ‘Golden Deliciousa’.

Niestety, ten rok po raz kolejny pokazał, jak mało precyzyjne są dane dotyczące zapasów polskich jabłek, a także proporcji poszczególnych odmian uprawianych w naszych sadach. Czy zebraliśmy 4,75 mln ton, czy może rekordowe 5 mln, tego do końca nie wie nikt. Oczywiście powstaje pytanie, po co nam ta wiedza, skoro i tak ceny są bardzo niskie. Potrzebna jest choćby po to, aby oszacować, ile jeszcze ‘Gali’ zostało w naszych chłodniach. Niestety, nie jest to możliwe przy tak słabej organizacji rynku i tak dużym rozdrobnieniu w handlu owocami. Tysiące indywidualnych gospodarstw sadowniczych działa niezależnie, większość z nich ma swoje własne chłodnie i samodzielnie decyduje, kiedy zbierać, jak przechowywać, a także kiedy te owoce sprzedawać.

W ostatnich latach widać, jak łatwo można taką sytuację wykorzystać i to na niekorzyść samych sadowników. Brak jest solidarności sprzedażowej, nie udaje się utrzymać minimalnego poziomu cen zarówno w przypadku owoców deserowych, jak i przemysłowych. Taki poziom „niezorganizowania” rynku miały zmienić grupy producenckie, ale udało się to tylko częściowo. Mimo że wiele z tych organizacji działa bardzo sprawnie, sprzedając swoje owoce w kraju i za granicą, to spektakularne bankructwa kilku największych krajowych grup spowodowały zmniejszenie zaufania do tej formy współpracy. Według Ministra Rolnictwa należy powrócić do idei spółdzielczości rolniczej – podkreśla on, że to nie rząd, a sami sadownicy powinni w ten sposób regulować rynek i ceny, a także ograniczać spekulację.

Czy karczować za dopłatą?

Tej jesieni po zbiorze owoców wiele sadów, szczególnie tych starych, z mało opłacalnymi odmianami, zostało wyciętych. Tyle że na ich miejsce najczęściej pojawią się nowe, intensywne nasadzenia – głównie odmian ‘Gala’ i ‘Golden Delicious’. Wielu sadowników uważa, że rozwiązaniem mogłoby być usuwanie sadów z dopłatami rządowymi, z warunkiem że na tym miejscu przez następne kilka lat nie można byłoby sadzić jabłoni lub wręcz prowadzić żadnych upraw sadowniczych. Czy faktycznie poprawiłoby to radykalnie sytuację branży? Myślę, że tylko w niewielkim stopniu. Należy pamiętać, że takie działania odbywają się na zasadzie dobrowolności i w dużej mierze zlikwidowane zostałyby stare, półprofesjonalne sady. Ponadto takie kroki przełożą się raczej na zmniejszenie ilości owoców dla przemysłu, a nie wpłyną znacząco na wolumen owoców deserowych. Bardzo trudno jest regulacjami prawnymi czy rządowymi ograniczyć produkcję danego gatunku, tym bardziej że konkurencja na Ukrainie czy Serbii nie przestanie zwiększać produkcji.

Zapasy jabłek

W nowy rok wkroczyliśmy z bardzo dużymi zapasami jabłek. O ile w innych krajach ich ilość w komorach jest porównywalna do poprzednich lat – o tyle w Polsce mieliśmy prawie 1,5 mln ton tych owoców (tabela 1). Przez grudzień udało się zredukować stan zapasów w polskich chłodniach o 231 000 ton. Interesujące są także dane szczegółowe dotyczące poszczególnych odmian w polskich obiektach przechowalniczych (tab. 2) – dane te przesyłane są do Światowego Zrzeszenia Producentów Jabłek i Gruszek (WAPA) przez TRSK. Jak można było się spodziewać, w Polsce dominują ‘Idared’ oraz ‘Red Jonaprince’. Trochę dziwi jednak informacja, że w grudniu najwięcej sprzedano ‘Szampiona’ i w chłodniach pozostało go tylko 70 000 ton.
Jak mogliśmy się przekonać, przez ostatnie 4 sezony nie udało się zastąpić rynku rosyjskiego – szczególnie jeżeli chodzi o eksport jabłek na rynki azjatyckie. Mimo że dość szybko uzyskaliśmy dostęp do rynku chińskiego oraz indyjskiego, to wysyłaliśmy tam niewielkie ilości jabłek. O ile proces wymiany odmian jest dość mocno zaawansowany, o tyle w dalszym ciągu problemem jest jakość owoców, szczególnie tych, które mają być transportowane w maju czy czerwcu przez 5–6 tygodni w kontenerach. Jednym z głównych problemów jest jędrność oferowanych przez nas owoców. Trudno jest nam konkurować z jabłkami z USA, Chile czy Nowej Zelandii, czyli z krajów, które od dekad specjalizują się w eksporcie owoców na dalekie rynki. Ich owoce są nawet dwa razy droższe od tych z Polski.

Tabela 1. Zapasy jabłek w Unii Europejskiej na dzień 1 stycznia 2019 r., za WAPA

Tabela 1. Zapasy jabłek w Unii Europejskiej na dzień 1 stycznia 2019 r., za WAPA

Tabela 2. Zapasy poszczególnych odmian w Polsce na dzień 1 stycznia 2019 r. według WAPATabela 2. Zapasy poszczególnych odmian w Polsce na dzień 1 stycznia 2019 r. według WAPA

 

Na przyszłość

Myślę, że nie unikniemy sprzedaży owoców z przeznaczeniem do przetwórstwa, ale Polska nie powinna być postrzegana tylko jako producent najtańszych jabłek w Europie. Polskie sadownictwo znalazło się w jednym z najtrudniejszych momentów w swojej historii i w kolejnych latach nie unikniemy zmian. Nie można oczekiwać, że jakikolwiek rząd czy regulacje prawne naprawią istniejącą sytuację. Na pewno można oczekiwać większego wsparcia promocji polskich jabłek nie tylko na rynkach zagranicznych, lecz także w kraju. Gdyby udało się zwiększyć ich konsumpcję tylko o jeden kilogram na każdego mieszkańca Polski, moglibyśmy zagospodarować dodatkowe 40 tys. ton jabłek rocznie. Bardzo istotna będzie też postawa samych sadowników – to kilkadziesiąt tysięcy osób, które utrzymują się z produkcji jabłek. Jak długo będą w stanie wozić „przemysł” po 8 groszy? Potrzebna jest większa solidarność w sprzedaży owoców, tak by nie zaniżać cen. Przy takim rozdrobnieniu branży będzie to bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Trzeba też pamiętać, że era masowego handlu z Rosją skończyła się definitywnie  – i musimy się z tym pogodzić. Oznacza to konieczność dalszej wymiany odmian, utrzymywania jakości i budowania marki polskich jabłek na nowych rynkach.

Przekaż dalej

Odpowiedz