Polskie jabłka na nowych rynkach

0
Monika Strużyk
redakcja „MPS SAD”

Podczas 7. Konferencji Odmianowej, zorganizowanej 6 grudnia ub.r. w Nowej Wsi k. Warki przez ZZO Warka i FruitAkademię, Mirosław Maliszewski (fot. 1), prezes Związku Sadowników RP przekazał informacje dotyczące możliwości eksportowania jabłek na nowe rynki oraz postępów w ich zdobywaniu.

Jak zauważył M. Maliszewski, doniesienia z innych krajów wskazują, że niełatwo jest zaistnieć na nowych rynkach, a także potwierdzają fakt, jak ważnym odbiorcą owoców i warzyw był, nie tylko dla Polski, rynek rosyjski. Szacuje się, że w 2013 r. bezpośredni eksport polskich jabłek na rynek rosyjski wyniósł ponad 700 000 ton, zaś za pośrednictwem Ukrainy, Kazachstanu i Białorusi trafiało tam jeszcze dodatkowo około 300 000 ton tych owoców. Wynika z tego, że przez embargo utraciliśmy miejsce zbytu około 1 mln ton jabłek. W listopadzie cena jabłek w Polsce spadła o około 43% w porównaniu do 2013 r., a w innych krajach UE – o 20–30%.

Za zachodnią granicą Polski znajduje się drugi znaczący na świecie importer jabłek – Niemcy. Jednak tam nasz towar wciąż przegrywa konkurencję z owocami z innych krajów. W zaistniałej sytuacji zmuszeni zostaliśmy do intensywnego poszukiwania nowych rynków zbytu dla polskich owoców. Należy jednak pamiętać, że jabłka najlepiej sprzedawać przede wszystkim tam, gdzie ludzie mają pieniądze, a nie tam, gdzie tych owoców jest mało. Rynki te są z reguły już w pewnym stopniu nasycone, możemy na nie wejść, ale najczęściej eliminując z nich innych dostawców tych owoców. Nie jest to łatwe zadanie – musimy tam dostarczyć nie tylko owoców w atrakcyjnej cenie, ale przede wszystkim wysokiej jakości i określonych odmian – informował M. Maliszewski.

Ameryka Północna – jak mówił przedstawiciel Związku Sadowników RP – mogłaby się wydawać atrakcyjnym rynkiem zbytu dla polskich jabłek ze względu na wysoką konsumpcję tych owoców. Należy jednak pamiętać, że i tam produkuje się ich dużo. USA jest drugim producentem jabłek na świecie, w 2014 r. zebrano ich około 5 mln ton. Ponadto, uwzględniając rynek kanadyjski i meksykański, nie będzie to rejon łatwy do ulokowania polskich jabłek. Wiele osób uważa, że bez problemu możemy sprzedawać nasze jabłka do Kanady – nie jest to jednak prawda. Rynek ten uważany jest za nasycony, a więc najpierw musielibyśmy z niego wyprzeć innych dostawców tych owoców, głównie USA. Biorąc pod uwagę koszt transportu owoców oraz bariery celne, trudno byłoby nam konkurować na tym rynku z jabłkami amerykańskimi, które będą tańsze niż z Europy. Należy też pamiętać, że tamtejszy konsument również oczekuje owoców wysokiej jakości i odmian, których praktycznie u nas się nie uprawia. Musielibyśmy też wykazać, że zamierzamy być stałym partnerem, a nie tylko doraźnym dostawcą, w okresie obowiązywania rosyjskiego embarga. Na rynek kanadyjski można by wyeksportować najwyżej kilkadziesiąt tysięcy ton polskich jabłek. Holendrzy już od 7 lat starają się tam ulokować gruszki, podobnie też, czyli bez większych efektów, wyglądają negocjacje innych krajów UE. Natomiast USA ze względów ekonomicznych i ochrony własnego rynku nie są zainteresowane importem polskich jabłek. Również w przypadku Meksyku nie ma większych nadziei na eksport tam tych owoców – mówił M. Maliszewski.

Możliwości eksportu jabłek do Ameryki Południowej też są znikome. Od lat na wielu rynkach nasze owoce konkurują właśnie z jabłkami z Chile, Argentyny i Brazylii. Natomiast – jak informował M. Maliszewski – perspektywicznym, bogatym rynkiem jest Afryka Północna (Algieria, Egipt, Maroko). Są to kraje potencjalnie otwarte dla polskich jabłek, ale jednocześnie są to rynki niewielkie. Moglibyśmy tam ulokować najwyżej dziesiątki tysięcy ton.

Jak potwierdził M. Maliszewski atrakcyjnym, bogatym rynkiem są kraje Zatoki Perskiej (m.in. Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Kuwejt). Z większością krajów tego rejonu są ustalone procedury eksportowe i aby zacząć tam eksportować, wystarczy okazać świadectwo fitosanitarne. Rynek ten jest jednak specyficzny – ma wysokie wymagania co do jakości owoców i preferuje niemal wyłącznie odmiany jednokolorowe (fot. 2).

Ma też określone zasady w zakresie ich przygotowania do sprzedaży (m.in. woskowanie) i samego transportu. Ponieważ Polska nie dysponuje aż tak dużym asortymentem pożądanych tam odmian (według specjalistów tylko 10–20% owoców spełnia wymagania tego odbiorcy), podjęto działania, aby wejść na te rynki z jabłkami dwukolorowymi – służy temu kampania informacyjno-promocyjna „Europejskie jabłka dwukolorowe”. Ponadto kupcy z tamtych krajów oczekują również deklaracji, czy polscy eksporterzy zamierzają być stałym dostawcą, czy tylko szukają alternatywy na czas embarga. Bez takiej deklaracji, jak informował prelegent, jesteśmy niepewnym partnerem i nikt nie zrezygnuje ze stałego dostawcy owoców tylko dlatego, że akurat w tym roku polskie jabłka są oferowane w atrakcyjnej cenie.

Zdaniem prezesa Związku Sadowników RP, duże nadzieje wiązane są też z takimi krajami, jak Chiny i Indie. Indie są potencjalnie ogromnym rynkiem, ale jest to rynek biedny, co znacznie ogranicza możliwość eksportu tam polskich owoców. Dotychczasowe zapotrzebowanie tego kraju na jabłka wysokiej jakości pokrywa import z Chin, USA, Australii i Nowej Zelandii. Jest też jeszcze jedna przeszkoda – mimo, iż Indie uznają polskie świadectwo fitosanitarne, wymagają, aby przed wysłaniem owoców zostały one zagazowane bromkiem metylu (w celu wyeliminowania patogenów). Związek ten, zgodnie z prawodawstwem UE, nie może być stosowany do tego celu. Innym problemem jest też słabo rozwinięta sieć dystrybucji. W Indiach ponad 90% produktów kupuje się na bazarach. Przeważnie bezpośrednio z portu, w odkrytych ciężarówkach, a potem na rykszach są one przewożone na lokalne targowiska. Dlatego, jeśli nie będą wysokiej jakości, woskowane i nie będą trwałe w obrocie, tamtejsi handlowcy/klienci nie będą chcieli ich kupować.

Obecnie, po 8 latach negocjacji spośród krajów UE na rynek chiński eksportuje jabłka tylko Francja (16 000 ton rocznie). Aby sprzedawać tam jabłka, nie wystarczy mieć ustalonych warunków eksportu. Każde gospodarstwo czy firma handlowa musi być certyfikowana przez Chińczyków. Konieczne jest potwierdzenie całego systemu produkcji i przygotowania owoców do sprzedaży – w tym celu przeprowadzane są liczne audyty, w których uczestniczą przedstawiciele z Chin – informował M. Maliszewski. Latem ubiegłego roku, Polska złożyła wniosek o dopuszczenie naszych jabłek do sprzedaży na rynku chińskim. Obecnie jest on rozpatrywany przez stronę chińską, m.in. pod kątem potencjalnych zagrożeń dla rodzimego rynku. Ponadto analizowane jest zagrożenie ze strony chorób i szkodników, a także bezpieczeństwo produktów. Holendrzy uzyskali pozwolenie na eksport gruszek do Chin po 10 latach od złożenia wniosku. Mam nadzieję, że w przypadku Polski nie będzie trwało to aż tak długo. Ale i tak zapewne dopiero za kilka miesięcy otrzymamy pierwsze informacje na temat potencjalnych zagrożeń oraz zgłoszone zostaną zastrzeżenia do sposobu produkcji naszych owoców. Strona chińska – nawet przy priorytetowym rozpatrywaniu polskiego wniosku – szacuje, że najwcześniej pierwsze polskie jabłka mogłyby być tam eksportowane za 2 lub 3 lata. Należy liczyć się z tym, że procedury, które będą musiały być wdrożone w gospodarstwach oraz obiektach, w których  będą przechowywane i przygotowywane do handlu owoce, będą podobne do tych omówionych przez Kessa Pauwera (czyt. str. 28) z Holandii – informował M. Maliszewski. Podobne przepisy obowiązują też w Wietnamie – importuje on około 130 000 ton jabłek rocznie. Jednak tam, sprzedaż owoców odbywa się głównie na bazarach (podobnie, jak w Indiach). Ze względu na odległość i niepewność, prezes ZSRP nie wiązałby większych nadziei z odbiorcami naszych jabłek w Malezji, Singapurze czy Tajlandii.

W Rosji ceny owoców są wyższe niż w ub. roku, ale siła nabywcza społeczeństwa jest mniejsza. Niemniej handlowcy rosyjscy chcą kupować owoce i poszukują ich na różnych rynkach. Importują je m.in. z Serbii, Mołdawii, Czarnogóry i Macedonii. Obecnie kraje te sprzedały swoją produkcję i mamy nadzieję, że teraz zaczną kupować nasze jabłka. Być może część tych owoców trafi również do FR. Należy też pamiętać, że na polskie jabłka nałożone są dwa embarga – pierwsze od 1 sierpnia 2014 r. w wyniku zastrzeżeń strony rosyjskiej co do jakości fitosanitarnej naszych owoców, i drugie, polityczne, które objęło całą UE. Mamy obawy, że jeśli nawet za kilka miesięcy embargo obejmujące UE zostanie zniesione, Polskę będzie obejmowało nadal to pierwsze – zakończył M. Maliszewski.

fot. 1 A. Łukawska
fot. 2 M. Strużyk

Przekaż dalej

Odpowiedz