W obliczu nadchodzącego sezonu

0
Monika Krajewska
redakcja „MPS Sad”

Ochrona sadów z uwzględnieniem ograniczonej liczby pozostałości środków ochrony roślin w produkowanych owocach, możliwości przerzedzania kwiatów/zawiązków w sezonie 2018 oraz nowe formy korony dla jabłoni to tematy, które omówiono 24 marca br. w Wilkowie podczas spotkania sadowniczego (fot. 1) zorganizowanego przez firmę Soska Konsulting.

Ochrona z uwzględnieniem ograniczonej liczby pozostałości środków ochrony roślin w owocach
Aby uniknąć pozostałości substancji aktywnych stosowanych środków ochrony roślin (ś.o.r.) w owocach, przede wszystkim należy postępować zgodnie z programem ochrony roślin dla danego gatunku oraz stosować środki ochrony roślin zgodnie z zaleceniami znajdującymi się na ich etykietach. Tak stanowi polskie prawo i należy go przestrzegać – przypominał Andrzej Soska (fot. 2).

Coraz częściej mówi się o zaostrzonych normach w zakresie liczby i wysokości pozostałości substancji aktywnych ś.o.r., które wprowadzają supermarkety. Są one bardziej rygorystyczne niż normy unijne. Rośnie również zapotrzebowanie na jabłka „0 pozostałości”, głównie w przetwórstwie. Wyprodukowanie takich owoców nie jest jednak łatwe. W przetwórstwie jest także duże zapotrzebowanie na jabłka ekologiczne. W takiej produkcji nie można stosować syntetycznych środków ochrony roślin, wolno stosować tylko preparaty naturalnego pochodzenia.

Najczęstszymi wykroczeniami w badanych jabłkach są pozostałości substancji aktywnych, takie jak chloropiryfos (uwaga: to jest najczęściej wykrywana substancja niedozwolona), chlorek mepikwatu i propargit. Nawet najmniejsze ich ilości wykryte w owocach są niedozwolone i takie jabłka powinny zostać zutylizowane.

Jeżeli chodzi o chloropiryfos, to wyróżnia się jego dwa rodzaje, które często są ze sobą mylone: chloropiryfos metylowy, którego stosowanie na jabłoniach jest dopuszczone (MRL = 0,5 i znajduje się m.in. w preparatach Reldan 225 EC i Pyrinex M22 EC), oraz chloropiryfos etylowy, który jest niedozwolony w uprawach sadowniczych (z wyjątkiem śliwy i truskawki). Obydwie te substancje aktywne należą do grupy środków fosforoorganicznych, które są nieselektywne i niepolecane do stosowania w integrowanej produkcji. Jednak preparaty Reldan 225 EC i Pyrinex M22 EC są środkami zarejestrowanymi do ochrony jabłoni, więc można je stosować w odpowiedniej fazie wegetacyjnej. Chlorek mepikwatu to substancja aktywna występująca w niedozwolonych do stosowania w sadach zbożowych zamiennikach preparatu Regalis. W polskich laboratoriach często nie sprawdza się, czy jej pozostałości są w owocach, dlatego są one stwierdzane dopiero po wysyłce owoców za granicę (głównie na Zachód). Również przetwórcy skupujący jabłka przemysłowe narzekają na obecność chlorku mepikwatu w owocach. Nadal zdarzają się też partie owoców, w których wykrywany jest propargit. Jest to substancja aktywna występująca w preparacie Omite, który kilka lat temu stracił rejestrację w Polsce.

Skąd w jabłkach biorą się pozostałości niewiadomego pochodzenia?

Niektórzy sadownicy zastanawiają się, w jaki sposób w ich jabłkach stwierdzono pozostałości substancji aktywnych z preparatów, których nie stosowali. Może to wynikać np. ze znoszenia cieczy użytkowej z sąsiednich kwater. Zazwyczaj jednak przyczyną jest stosowanie środków ochrony roślin niewiadomego pochodzenia. Oprócz wcześniej wymienionych substancji najczęściej wykrywanymi niedozwolonymi substancjami aktywnymi w jabłkach są: karbendazym i imidiaklopryd (występujący np. w niedozwolonym do stosowania w sadach preparacie Kohinor). Jak podała Sylwia Ciara (fot. 3), doradca sadowniczy w Soska Konsulting, z przeanalizowanych przez nią wyników badań owoców wynika, że 27% z nich zawierało niedopuszczone do stosowania w danej uprawie substancje aktywne. Dużą popularnością wśród sadowników cieszą się środki zza naszej wschodniej granicy. Jednak należy się zastanowić, czy to jest prawdziwa okazja cenowa, czy ktoś chce nas oszukać. Często środki te nie przekroczyły nawet polskiej granicy. Na terenie całego kraju istnieją bowiem „dzikie” hurtownie takich produktów – informowała S. Ciara.

Często zdarza się, że kupujemy dany (np. ukraiński) preparat, a w środku znajduje się zupełnie inna substancja lub kilka różnych substancji aktywnych, które najczęściej nie są dopuszczone do stosowania w uprawie jabłoni. Kupując i stosując takie środki, nie tylko łamiemy polskie prawo, ale także nie mamy pewności, co się w tych produktach znajduje.

Przy zakupie środka ochrony należy zwrócić uwagę, czy ma on oryginalną etykietę i plombę – bez tego nie mamy żadnej gwarancji, że w opakowaniu znajduje się pożądana substancja. Ciekawe jest też to, że oryginalne środki na Ukrainie są droższe niż u nas bądź są w podobnej cenie, np. w Polsce Zato 50 WG kosztuje 625 zł/kg, a na Ukrainie 667 zł/kg; Dimilin 25 WP w Polsce kosztuje 270 zł/kg, a na Ukrainie 266 zł/kg. Porównanie cen środków w Polsce i na Ukrainie powinno dać do myślenia wszystkim sadownikom, szczególnie, że sadownicy ukraińscy kupują ś.o.r. w Polsce, ponieważ uważają je za pewniejsze. Natomiast Polacy kupują je z niepewnych źródeł z Ukrainy. Dlatego należy się zastanowić, czy warto ryzykować. Narzuca się również pytanie: skąd pojawia się pozostałość karbendazynu w owocach? Jest on metabolitem z rozkładu tiofanatu metylu, który znajduje się w środku Topsin M 500 SC. Nie należy go stosować na owoce i zawiązki, chociaż czasem bywa użyty po wystąpieniu gradu. Karbendazym znajduje się również w fungicydach zbożowych bądź może być zawarty w nieoryginalnych preparatach. Należy również zastanowić się, co może się stać, jeżeli w preparacie niewiadomego pochodzenia znajdzie się herbicyd bądź środek przeterminowany lub będzie on zawierał inny nośnik? Brak faktury = brak możliwości reklamacji. Dlatego nie sugerujmy się niską ceną preparatów z niewiadomego pochodzenia, bo zamiast pomóc, mogą tylko zaszkodzić – przestrzegała S. Ciara.

Jak informował A. Soska, przy połączeniu motywacji i determinacji oraz wiedzy i doradztwa można wyprodukować dobrej jakości owoce z ograniczoną liczbą pozostałości substancji aktywnych. Dlatego też firma doradcza Soska Konsulting proponuje swoim klientom program ochrony, dzięki któremu będą wykrywalne maksymalnie 4 pozostałości po substancjach aktywnych. Umożliwi to sprzedaż owoców do większości sieci handlowych oraz eksportowanie na najbardziej wymagające rynki.

Ważne jest, by stosować się do zasad integrowanej ochrony nie tylko w dokumentacji, ale przede wszystkim w praktyce. Już od początku sezonu należy dobrze przemyśleć strategię ochrony. Jeśli w porę odpowiednio zareagujemy, to mniejsze jest ryzyko wystąpienia danego problemu w trakcie sezonu. Im wcześniej zostanie zastosowany dany środek, tym więcej jest czasu na rozkład substancji aktywnej. Ważne też jest, aby wybierać preparaty selektywne, które nie mają negatywnego działania na owady pożyteczne. Jeżeli sadownik chce uzyskać jabłka zawierające nie więcej niż 4 pozostałości substancji aktywnych, po kwitnieniu nie powinien stosować preparatów zawierających: ditianon, fosforyny, ditiokarbaminiany i pirymikarb, ponieważ zostaną one wykryte. Przed sezonem warto przeanalizować, które 3 substancje aktywne są niezbędne do ochrony naszego sadu, a jedną substancję zostawić jako alternatywę, w zależności od przebiegu sezonu. Sadownik, który rzetelnie prowadził integrowaną produkcję w swoim sadzie, niewiele będzie musiał zmienić, by przejść na program 4 pozostałości. Należy założyć, że w pozostałościach zostanie substancja aktywna ze środka stosowanego na trwałość pozbiorczą (jedna lub dwie w przypadku preparatu Bellis 38 WG), kaptan oraz zazwyczaj jedna substancja wybranego insektycydu. Fosforyny mogą być wykryte również, gdy są stosowane przed kwitnieniem, ale zazwyczaj nie są. Głównie na rynku niemieckim wymagane są jabłka bez pozostałości tego związku, nawet gdy jego zawartość mieści się w normach. Bardzo szybko rozkładającymi się substancjami aktywnymi znajdującymi się środkach owadobójczych są: abamektyna – 10 dni (Vertigo 018 EC) oraz benzoesan emamektyny – 10 dni rozkładu (np. Affirm 095 SG). Bez ograniczeń, ze względu na brak pozostałości, można stosować: kwaśny węglan potasu, preparaty wirusowe, feromony przeciwko owocówce i zwójkom, oleje, 6-BA oraz laminarynę (tabela).

Długość rozkładu niektórych substancji aktywnych

Sezon 2018/2019

Poprzedni sezon był dla sadowników wyjątkowy ze względu na przebieg warunków atmosferycznych. Dlatego do tego należy przygotować się bardzo solidnie. Przy dużej ilości kwiatów i pogodzie sprzyjającej zapyleniu warto wykonać zabieg chemicznego przerzedzania. Im wcześniej przerzedzimy kwiaty, tym uzyskamy lepsze efekty w tym, jak i następnym sezonie – informował P. van Arkel. Aby uzyskać pożądany efekt, polecał przerzedzanie mechaniczne bądź chemiczne przy pomocy środków ATS, NAA lub AmidThin (NAA i AmidThin nie mają w Polsce rejestracji, są stosowane na Zachodzie). Aby zawiązanie pąków na rok 2019 było zadowalające, przerzedzanie chemiczne tylko przy użyciu BA (Paturyl) lub Brevis będzie niewystarczające, ze względu na ich późny termin stosowania. Jednak z doświadczeń wynika, że dwukrotne opryskanie drzew preparatem Brevis będzie odpowiednim zabiegiem tylko dla odmiany ‘Gala’ na podkładce ‘M.9’. W przypadku innych odmian stosowanie preparatu Brevis jest polecane jako drugi zabieg (pierwszy wykonany ATS) w przypadku konieczności wykonania intensywniejszego przerzedzenia.

W przypadku wystąpienia przymrozków P. van Arkel od razu po ich ustąpieniu poleca zastosować Promalin, przy temperaturze >0°C, w dawce 0,5–0,75 l/ha. Dopiero w drugiej kolejności należy zastosować preparat Regalis – 2–3 dni po Promalinie. Należy się jednak liczyć z tym, że po zastosowaniu Promalinu jabłka mogą nie mieć nasion oraz liczba pąków w następnym sezonie może być zmniejszona. Środka Promalin można również użyć w celu rozgałęzienia się jednorocznych pędów. Należy wymieszać go z farbą (0,25 l Promalinu oraz 1 l farby) i pomalować cały pęd lub pąki śpiące. Taki zabieg można wykonać tylko w czasie uśpienia pąków, najlepiej bardzo wczesną wiosną, przy temperaturze 9–11°C. Malowany pęd powinien być suchy oraz po wykonanym zabiegu nie powinno być żadnych opadów.

Nowe formy korony dla jabłoni

Jak informował Peter van Arkel (fot. 4), na przełomie kilkudziesięciu lat sadownictwo, a także prowadzenie koron drzew ulegało ciągłym zmianom. Mogłoby się wydawać, że obecny sposób prowadzenia sadu jest nowoczesny i nie ma potrzeby go zmieniać, tylko ewentualnie delikatnie modyfikować – czyli sady na podkładkach karłowych, >2500 drzew/ha, zbiór owoców do skrzyniopalet przy pomocy platform sadowniczych oraz cięcie „na klik”, by drzewa owocowały na krótkopędach. Po stopniowym wprowadzaniu tych zmian w niedalekiej przyszłości nadejdzie kolejna, równie wielka zmiana – drzewa jabłoni wieloprzewodnikowe. Ich produktywność jest porównywalna bądź nawet większa. Owoce z takich drzew charakteryzują się lepszą jakością, która głównie przejawia się w ich wybarwieniu i większej średnicy. Kolejną zaletą jest mniejsza liczba drzew na hektarze, która minimalizuje koszty założenia sadu. Do tej pory drzewka jabłoni typu Bi-Baum mogła produkować tylko jedna szkółka we Włoszech (Mazzoni), co sprawiało, że były one mało dostępne, a ich cena, a także koszt transportu były wysokie. Niestety, nie wszystkie odmiany były oferowane w takiej formie. Od niedawna jednak większa liczba szkółek ma licencję na produkcję tego typu drzewek – informował P. van Arkel.

Prowadzenie sadu z drzewami wieloprzewodnikowymi daje możliwość nie tylko ręcznego zbioru owoców, ale w przyszłości także mechanicznego (może mieć on duże znaczenie przy trudnościach z zatrudnieniem pracowników sezonowych, które będą się pogłębiać). Dziwne jest to, że sadownicy do tej pory nie stosowali takich form drzew u jabłoni. U gruszy taki model drzew odniósł duży sukces w wielu krajach. Jest on dużo bardziej zgodny z naturą drzew niż korona wrzecionowa. W kolejnych latach w Polsce będzie można zaobserwować równocześnie sadowników zakładających kwatery z drzewkami jednorocznymi w rozstawie 3,5 x 1,5 m, a nawet 4 x 2 m oraz tych, którzy będą sadzić jabłonie wieloprzewodnikowe. Jednak przyszłościowi będą tylko ci drudzy – prognozował P. van Arkel.

Korona wieloprzewodnikowa to nie tylko drzewa Bi-Baum, ale także drzewa o 3, 4 czy nawet 8 przewodnikach. Przy takiej formie drzew tworzy się naturalna ściana owoconośna, dzięki której zbiór jest znacznie szybszy i tańszy, a owoce mają znacznie lepszą jakość. W Polsce zostały już założone pierwsze kwatery jabłoni wieloprzewodnikowych i z roku na rok – jak prognozował P. van Arkel – ich powierzchnia będzie się powiększać. Proponowaną rozstawą dla dwuprzewodnikowych drzew jest 2,8–3,0 x 1–1,2 m, a ich wysokość przy usytuowaniu rzędów północ-południe powinna wynosić do 3 m. Natomiast dla jabłoni z trzema przewodnikami – 2,8–3,0 x 1,5–1,8 m, wysokość drzew do 3 m, również przy usytuowaniu rzędów północ-południe. Drzewa wieloprzewodnikowe mogą być cięte tradycyjnie, ale także mechanicznie. Na rynku już za dwa lata mają pojawić się maszyny do mechanicznego zbioru jabłek, które swoją funkcję spełnią tylko w takich sadach.

fot. 1–4 M. Krajewska

Przekaż dalej

O autorze

Odpowiedz