Parch w 2018 r. – nie ma mowy o rutynie!

0
Katarzyna Kupczak
Plantpress

Parch jabłoni występuje w większości krajów z tradycjami w produkcji jabłek, jednak warunki klimatyczne Polski sprawiają, że to właśnie nasi sadownicy mają najwięcej problemów z tą chorobą. Można z roku na rok rozbierać na czynniki pierwsze wszystko co wiadomo o parchu jabłoni, nad czym w Polsce pracowano, i jak latami uczono się z nim walczyć. I nastaje taki sezon jak obecny, gdy wszelka dotychczasowa wiedza wymaga kolejnej weryfikacji. Tej chorobie nie można przeciwdziałać rutynowo. Właściwie w każdym sezonie odsłania swoje kolejne, nieznane oblicze…

Początek sezonu

Po dość łagodnej zimie inokulum Venturia inaequalis było obfite, gdyż od jesieni 2017 r. do wiosny 2018 r. nieprzerwanie, właściwie niezakłócenie formowały się owocniki (pseudotecja) w opadłych liściach jabłoni. Potem aura sprzyjała rozwojowi i dojrzewaniu w pseudotecjach zarodników workowych. I… gotowe askospory – główne w Polsce czynniki wywołujące infekcję pierwotną parchem jabłoni – nie mogły się wysiać, czekały na deszcz… dość długo.

Polscy sadownicy wczesną wiosną przygotowali się do profilaktycznej ochrony, gdyż wszystko wskazywało na to, że ze względu na obfite inokulum mogą wystąpić problemy z chorobą, ale pogoda pomieszała szyki – wszystkim. Tegoroczny kwiecień był rekordowy pod względem temperatury w historii pomiarów w Polsce. Średnia przekroczyła dotychczasową normę o 4,5°C. Było bardzo ciepło, sucho i wietrznie. Opisane warunki pogodowe przyspieszyły znacznie wegetację roślin, ale były skrajnie niekorzystne do zajścia infekcji parchem, a następnie dla rozwoju grzyba V. inaequalis. Taka pogoda utrzymywała się do 8 maja (chociaż lokalnie jeszcze podczas kwitnienia jabłoni gdzieniegdzie warunki sprzyjały słabym infekcjom parchem). W tym czasie niezakłócenie zakończyło się kwitnienie i formowały oraz rozrastały zawiązki owoców a także młode liście. Pierwszy w tym sezonie obfity deszcz, który spowodował uwolnienie zarodników workowych z pseudotecjów i wpłynął na długotrwały wzrost uwilgotnienia liści spadł 8 maja. W Małopolsce i grójecko-wareckim rejonie produkcji jabłek, częściowo także w świętokrzyskim panowały wówczas warunki do zajścia infekcji. Synergizm objął wszystkie czynniki: wystąpiło bogate źródło infekcji (zarodników workowych), młodej, bardzo podatnej tkanki roślinnej było bardzo dużo, opady trwały dość długo a po nich utrzymało się zachmurzenie, wiatr nie był zbyt silny, więc nie osuszał tkanek roślinnych, do tego umiarkowana a nawet dość wysoka temperatura dopełniła wszystkich wymogów określonych przez Mills’a. Kiełkowanie uwolnionych do środowiska sadu zarodników (na pędach, liściach, zawiązkach owoców, szypułkach) było rozciągnięte w czasie na kilkadziesiąt godzin. Taka sytuacja panowała w wymienionych rejonach sadowniczych Polski. Różnica mogła dotyczyć wielkości opadu, ale dla wystąpienia okresu krytycznego była właściwie nieistotna.

Porównywalne albo nawet jeszcze bardziej krytyczne warunki, jeśli chodzi o zagrożenie parchem jabłoni, wystąpiły od 15 maja, czyli tydzień po poprzednich silnych infekcjach. Przy czym opady utrzymywały się, z niewielkimi przerwami, do 19 maja i notowaliśmy ochłodzenie (w ciągu dnia było 12–17°C).

Konieczna interwencja

W obu tych okresach konieczna była intensywna ochrona – dochodziło bowiem do ekstremalnie silnych infekcji. Począwszy od zabiegów zapobiegawczych na kilka (góra 2) dni przed prognozowanymi opadami środkami kontaktowymi także strobilurynowymi, a po opadach od razu należało użyć dla bezpieczeństwa i pewności środków interwencyjnych, dodatkowo z komponentem kontaktowym. Taka zapora – bariera z fungicydu kontaktowego lub strobilurynowego (z dużym powinowactwem do warstwy woskowej) na powierzchni rośliny (utrudniająca kiełkowanie zarodników i penetrowanie skórki przez strzępkę infekcyjną) oraz broń z układowych (systemicznych) likwidująca strzępki grzybni przenikające przez skórkę i penetrujące tkanki – mogła zabezpieczyć organy rośliny przed chorobą.

Ponadto, od 15 maja należało koniecznie wykonywać zabiegi na mokry liść fungicydami kontaktowymi (kaptanem, ditianonem, ditiokarbaminianami – kto co miał pod ręką z zapasów przygotowanych na początek sezonu, a niezużytych wówczas), nawet przy zelżeniu intensywności opadu czy podczas mżawki, tzn. utrudniającymi kiełkowanie zarodników workowych (zawsze na zwilżonej powierzchni rośliny), których jeszcze wciąż jest sporo gotowych do wysiewu z kolejnym deszczem. Pamiętać należało, że środki kontaktowe (powierzchniowe) są dość łatwo zmywane przez deszcz z powierzchni rośliny, dlatego też częstotliwość zabiegów musiała być zwiększona. Gdy tylko przestawało padać na kilka godzin, niezwłocznie należało do ochrony włączyć środki interwencyjne – głównie triazolowe czy z grupy SDHI, ale także mieszaniny triazoli z kontaktowymi. Temperatura nie hamowała przenikania środków układowych przez tkanki okrywające (co w efekcie następowało dość szybko, o ile nagły deszcz nie spłukał ich wkrótce po zabiegu) i pozwalała na swobodne intensywne krążenie z sokami docierając do strzępek grzyba V. inaequalis.

Wydaje się, że wybór środków strobilurynowych jako interwencyjnych, w takich ekstremalnie trudnych warunkach nie był dobrą strategią.

Prognozy i wskazówki

Niewątpliwie przed nami kilka tygodni na dokładne lustracje sadów. Właściwie non-stop, aby skontrolować skuteczność programu ochrony zastosowanego od 8 do 19 maja. Po 19 maja prognozy wskazują, że chwilę odpoczniemy od zabiegów interwencyjnych (19–22 mają być słoneczne i ciepłe), aczkolwiek opady burzowe lokalnie mogą przyczynić się do zaistnienia okresu krytycznego, dlatego też z zapobiegawczych rezygnować raczej nie powinniśmy. Wszystko jednak będzie zależało od tego, jak kształtowały się będą warunki po burzach: w okolicach Warki i kujawsko-pomorskim – burza prognozowana jest na 23 maja, a potem do 30 maja – słońce, wiatr i temperatura 20–21°C; podobnie w okolicach Sandomierza i na Lubelszczyźnie, przy czym opady burzowe mogą wystąpić tam 23 i 24 maja.

Gorzej będzie w Małopolsce, gdyż tam burze są możliwe każdego dnia od 23 maja do 26 maja, a potem pogoda taka jak w reszcie kraju.

W przypadku stwierdzenia plam parcha, co oznaczałoby, że któryś z zabiegów „przepuścił” lub strategia nie była trafna – konieczne będą zabiegi wyniszczające a po nich zapobiegawcze, aby nie doszło do porażenia zdrowych tkanek formującymi się na powierzchni plam zarodnikami konidialnymi (infekcje wtórne). Szczególnie, że po opadach i przy wzroście temperatury na pewno dojdzie do intensywnych przyrostów tkanki roślinnej. Już teraz, w połowie maja młode przyrosty osiągają długość do 30 cm, mimo chemicznego regulowania (spowalniania) ich wzrostu. Młoda tkanka na przyrostach pędów i liściach oraz zawiązkach owoców będzie bardzo podatna na porażenie.

Co kontrolować?

Sygnalizacja sms, czy mailowa nie wystarczy w celu podjęcia decyzji o dalszej ochronie. Każdą kwaterę sadu jabłoniowego należy traktować indywidualnie. Konieczne jest dokładne przeglądanie liści – obu ich stron (fot. 1) i ogonków liściowych, szypułek (fot. 2), owoców (fot. 3) a także pędów na obecność oliwkowobrunatnych plam. Od dokładności i systematyczności lustracji zależy dalsze postępowanie a nawet ochrona do końca sezonu oraz stan owoców i zdrowotność całych drzew.

fot. 1–3 K. Kupczak

Przekaż dalej

O autorze

Odpowiedz